Jak lata temu pierwszy raz…

Jak lata temu pierwszy raz obejrzałem Zombieland i zakiełkowało we mnie marzenie, żeby spróbować tych niesamowitych ciasteczek Twinkies. Musiałby być niesamowite, bo inaczej Tallahassee chyba nie ryzykowałby dla nich życia. Prawda?
Od tego momentu od czasu do czasu sobie o nich przypominałem. W Polsce okazji było niewiele, wiec pożądanie pozostawało sobie uśpione. Na szczęście do obsesji mu było daleko. I tak sobie powolutko żyłem. Aż zmieniłem pracę.
Od tego czasu zwiedziłem właściwie całą Europę. Bobrowałem sobie od czasu do czasu po półkach sklepów w większości krajów Europy. Czasem świadomie, a pewnie zdarzyło się i podświadomie. Na Twinkies jednak nie trafiłem. W Kanadzie przez dwa tygodnie zwiedziłem większość pobliskich sklepów. I co? Nic…
Z perspektywy czasu byłem prawie jak Tallahassee mówiący „To nie koniec poszukiwań” po tym jak znalazł ciężarówkę pełną Sno Balls. Tak minęły jednak trzy lata, a wiara na ich odnalezienie przygasła. Niedługo zmieniam robotę i w tym tygodniu jestem pewnie na przedostatnim takim wyjeździe.
Dzisiaj wchodzę do sklepu i mym oczom ukazują się Twinkie. Zanim się zorientowałem to złapałem paczkę jakby ktoś miał zaraz zabrać mi sprzed nosa wszystkie opakowania. A teraz siedzę, jem Twinkie, piję piwo korzenne i oglądam Zombieland.
Jaki z tej całej przygody wniosek? Upewniłem się tylko, że ktoś kto powiedział, żeby nie konfrontować marzeń z rzeczcywistością był bardzo mądrym człowiekiem. Są obrzydliwe.

pokaż spoiler Trochę #kino, trochę #jedzzwykopem i trochę #podroze, ale nie pasta.

Comments are closed.